Ło! Patologia
Patologia. Wszędzie ta patologia. Otacza mnie ze wszech stron, osacza i wciąga w swą otchłań. Sądziłem, że może przymusowa izolacja, brak towarzyskich spotkań, zacisze domowe uchroni mnie przed tym zjawiskiem, ale gdzież by… Patologia ma swoje sposoby. Wciska się cieniutkim, lecz upartym strumieniem. Sączy do ucha, oczu i duszy za pomocą swoich diabelskich sztuczek i niecnych podstępów. Również za pomocą wszechobecnych mediów. Tak, tak, mam na myśli również internet.
Za lat mojej młodości, to znaczy w wieku zgoła ubiegłym, wszystko było jasne i zrozumiałe: owszem, patologia miała się dobrze, lecz zazwyczaj była zjawiskiem marginalnym i znanym z imienia i nazwiska. Bez większego wpływu na pomyślny rozwój socjalistycznej Ojczyzny i stabilizację cen giełdowych nasion kakaowca. W budynku w którym mieszkała moja babcia, na osiem rodzin, był jeden typ patologiczny i wszyscy o nim wiedzieli. Okno wybite, zamek w piwnicy rozwalony, zginął gołąb Nowakowskiemu? Aaa, to z pewnością Hirka sprawka. I zazwyczaj tak było. Podobnie w zakładach pracy. Dzieliły się na te patologiczne, na przykład Komitet Wojewódzki PZPR i te normalne, jak stocznia, czy ZPO „Dana”. Sytuacja jasna i klarowna, nie to co dziś.
Bo dziś to na głowie stoi wszystko.
Otóż, normalni ludzie, w normalnych czasach piją sobie piwo na Bulwarach, zostawiając po sobie tony śmieci. Czasem, jak to wśród normalnych, jeden da po pysku drugiemu, albo w euforii spowodowanej miłością do świata wskoczy do Odry. Widziałem takie śmieszne filmiki w centrum monitoringu na szczecińskim WOPRze. Boki zrywać! Czasami, jak bywa cieplej, to po kilka osób ratownicy wyławiają. Zabawy kupa. Fakt, z przewagą kupy. Normalni łażą bez maseczek całymi stadami, często ze swoimi 500+ co to mają takie fajowe imiona: Dżesika, Brajanek, albo Seba na przykład. Klną normalnie przy swoich potomkach, jak w domu. Nie ma to tamto. Niech gówniarz wie, że jest normalny. Chodzą do multikina na prażoną kukurydzę i mocne kino akcji, a nie jak patole, którzy gnieżdżą się w „Pionierku” na tych swoich filmach „kina patologicznego niepokoju”.
Normalny idzie se do knajpy, po to by się nałupać jak człowiek, poryczeć, trzody narobić. Niech tam sobie patologia dyskutuje o Schopenhauerze w kąciku i mordy w kubeł! Normalny wraca po imprze całą szerokością ulicy. Z pieśnią na ustach i po pańsku. Ryczy budząc pół dzielnicy, niech patologia wie, że panisko wraca.
Patola dziś łatwo w tłumie odróżnić. Wątły okularnik, z książką pod pachą. Ale kicha, ale patol… książki czyta, ja nie mogę… Ja słyszałem, że patole to nawet w scrabble grają. Poważnie. Oni książki to nie tylko z biblioteki mają. Niektórzy to je kupują i to podobno na legalu. Czad, nie?
Na szczęście telewizja jest dla normalnych. Żadnych tam teatrów, czy innych wygibusów. Normalnie jest git : i „Hotel Paradise” i „Motel Polska” i nowy sezon ekipy z Warszawy. No uśmiać się można jak nic. I kabarety na okrągło, a nawet polska wersja golasów nareszcie. Na fejsie też można normalnie komukolwiek przybluzgać i nic wielkiego się nie dzieje. Po to przecież jest fejs, by przywalić cwaniakowi co to się mądruje.
Fajnie mają normalni. A mnie otaczają patole. Linki do mądrych filmów podsyłają podstępnie, książki pożyczają, czasem zadzwonią i gadają jak jacyś ludzie. No, szkoda gadać. Aż strach jak życie powróci na swe dawne tory. Jak tu na ulicę wyjść będąc naoglądanym oscarowych filmów i naczytanym po kokardy literaturą światową?
Jak tu wchodząc do sklepu wstydliwie „dzień dobry” wyszeptać? Jak staruszkę przez ulicę przeprowadzić, żeby obciachu nie było i siary?
Dobrze, że nasz świat w końcu wziął się za tych patoli. Niech nie łażą i wstydu normalnym nie przynoszą.




